Kard. Bo: papież przyjedzie uzdrowić rany Mjanmy. Franciszek odwiedzi to azjatyckie państwo w listopadzie

Mjanma jest jednym z najbiedniejszych państw świata, niemal 90 proc. mieszkańców to buddyści ♦ Kard. Charles Maung Bo chciałby, aby Franciszek zabrał głos także w sprawie prześladowania chrześcijan ♦ "Los Rohindżów jest wielką tragedią, ale kraj wymaga uzdrowienia na wielu frontach”

Podróż papieża Franciszka do Mjanmy uzdrowi rany tego kraju – uważa pierwszy tamtejszy kardynał Charles Maung Bo, mianowany w 2015 r. Ojciec Święty odwiedzi to azjatyckie państwo w dniach 27-30 listopada br.

W rozmowie z agencją CNA 69-letni hierarcha stwierdził, że zarówno rany te można uzdrowić przez „wskazanie przyszłości, która przyniosłaby pozytywne rezultaty dla wszystkich wspólnot”, tworzących Mjanmę.

Kraj ten, kiedyś zwany Birmą, znany jest ostatnio głównie z prześladowań mniejszości etnicznej Rohindża, której członkowie w większości wyznają islam. Tymczasem niemal 90 proc. mieszkańców Mjanmy to buddyści.

Według szacunków ONZ, od sierpnia br. ze stanu Rakhine do Bangladeszu uciekło 582 tys. Rohindżów. O ich ochronę wielokrotnie apelował papież. Kard. Bo ma nadzieję, że Franciszek poruszy ten „palący problem” prześladowań Rohindżów w swej rozmowie z szefową rządu Aung San Suu Kyi, faktyczną przywódczynią państwa.

Kardynał podkreślił ogrom cierpienia Rohindżów, gdyż problem ciągnie się od 60 lat, a zwłaszcza od 1982 r., gdy prawo o obywatelstwie uznało, że są oni nielegalnymi imigrantami.

Metropolita Rangunu jest zdania, że na los Rohindżów ma wpływ „światowa islamofobia” i „ksenofobiczne regulacje w bogatych państwach wymierzone w muzułmanów”. – Muzułmanie cierpią nie tylko w Mjanmie – wskazał kard. Bo.

Przypomniał, że ostatnie prześladowania Rohindżów były odpowiedzią na zaatakowanie posterunku policji przez ich bojowników, ale „nic nie może usprawiedliwić tego, co się stało później”.

Hierarcha odniósł się także do kontrowersji wokół osoby Aung San Suu Kyi, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla. Krytykowano ją za to, że nie powstrzymała działań wojska wobec Rohindżów i za to, że winą za zaistniałą sytuację obarczyła obie strony konfliktu. – Aung San Suu Kyi mogła zrobić więcej, ale stygmatyzowanie jej, tak jakby nie zrobiła niczego idzie zbyt daleko – uznał kardynał.

Przypomniał, że Aung San Suu Kyi stworzyła komisję ds. sytuacji w stanie Rakhine pod przewodnictwem byłego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana, złożoną z sześciu członków z Mjanmy i trzech z zagranicy. Jej końcowy raport, ogłoszony w sierpniu br., wzywał do zmiany prawa z 1982 r., określającego Rohindżów jako nielegalnych imigrantów. Zalecał także wyjaśnienie, jakie przysługują im prawa, skoro nie mają pełnego obywatelstwa. Aung San Suu Kyi „zgodziła się wprowadzić w życie te zalecenia”, wskazał metropolita Rangunu. Ale w dniu ogłoszenia raportu komisji doszło do wspomnianego ataku na posterunek policji, co powstrzymało te działania władz. Jednak „atakowanie Aung San Suu Kyi nikomu nie przyniesie zwycięstwa”, gdyż „nadal jest ona nadzieją na demokrację” w Mjanmie.

Jednocześnie kardynał podkreślił, że Mjanma jest jednym z najbiedniejszych państw świata, zaś stan Rakhine jest najbiedniejszy w kraju – w skrajnej nędzy żyje tam 70 proc. mieszkańców. Wprawdzie Mjanma ma wiele bogactw naturalnych, ale nie są one przeznaczane na poprawę losu ubogich. – Papież jest wielkim prorokiem sprawiedliwości ekonomicznej i środowiskowej. Powinien podnieść swój głos przeciwko tym dwóm niesprawiedliwościom – uważa hierarcha.

Chciałby on, aby Franciszek zabrał głos także w sprawie innych nierozwiązanych konfliktów. Chodzi o sytuację w stanach Karen, Kaczin i Szan, gdzie dochodzi do prześladowania chrześcijan, na co zwróciła uwagę w swym raporcie z 2016 r. amerykańska komisja ds. wolności religijnej w świecie. Raport mówił o przymusowych przesiedleniach, atakach na miejsca kultu i o trwającej kampanii przymusowych nawróceń na buddyzm i „prania mózgów” w państwowych szkołach.

Z kolei według raportu stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, tylko w stanie Kaczin od 2011 r. zniszczono 66 kościołów. Oskarżył on armię o zmuszanie chrześcijan do likwidacji krzyży ustawionych na wzgórzach, a nawet do uczestnictwa w budowie buddyjskich pagód na ich miejscu. Praktyki te wprawdzie osłabły po 2012 r., ale nigdy nie ustały. W stanie Czin chrześcijanie byli nawet więzieni za postawienie krzyża.

Dlatego kard. Bo podkreśla, że wprawdzie los Rohindżów jest wielką tragedią, ale “kraj wymaga uzdrowienia na wielu frontach”. – Ojciec Święty oparł się wiatrowi krytyki i opłakiwał cierpienia muzułmanów i Rohindżów. Z niezachwianą odwagą powinniśmy sprzeciwiać się światowej islamofobii. To co się tutaj dzieje jest jej skutkiem ubocznym, dlatego patrzenie na tę tragedię w oderwaniu od innych ludzkich tragedii byłoby cząstkową prawdą – powiedział hierarcha.
KAI